Przekazywanie sobie klientów – nikt nie traci, wszyscy zyskują

Data wpisu: 20.08.2017

W tym szaleństwie jest metoda! Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że żaden rozsądnie myślący przedsiębiorca nie zrezygnuje ze zlecenia, aby przekazać je innej firmie. Po co miałby to robić? Czy cokolwiek na tym zyska? Okazuje się, że tak! Taka forma współpracy między przedsiębiorstwami w dłuższej perspektywie jest bardzo opłacalna dla obu stron, a także dla „przekazanego” klienta. Dowiedz się, dlaczego.

Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiony jestem!

Jeśli lubisz stare polskie komedie, to na pewno kojarzysz ten cytat z filmu „Brunet wieczorową porą”. Zabawna scena, w której mechanik samochodowy wszystkimi siłami broni się przed przyjęciem zlecenia, we współczesnym biznesie byłaby karygodna. Przedsiębiorca otwarcie odmawiający obsłużenia klienta na pewno straci go na zawsze, czego pożałuje w przyszłości, gdy akurat będzie mu brakować pracy.

Oczywiście zdarza się, że firma ma ograniczone moce przerobowe i zwyczajnie nie może przyjąć dodatkowego zlecenia. Wtedy jednak znacznie korzystniejszym rozwiązaniem jest przekazanie klienta innej firmie – najlepiej zaprzyjaźnionej lub takiej, do której jakości nie mamy zastrzeżeń. To świetny przykład zdrowej konkurencji, na której wszyscy zyskują:

  • Przedsiębiorca przekazujący klienta nie traci wizerunkowo (bo nie zostawia klienta na lodzie), nie przyjmuje zlecenia, którego i tak nie będzie w stanie zrealizować (znów korzyść wizerunkowa) i zyskuje wdzięczność konkurencyjnej firmy, która w przyszłości sama może podesłać mu klienta.
  • Przedsiębiorca przyjmujący poleconego klienta oczywiście ma dodatkowe zlecenie, a więc zarobi pieniądze. Nie poniósł również kosztu pozyskania klienta. Zyskał także wartościowy kontakt biznesowy z firmą, z którą warto współpracować, zamiast z nią ostro rywalizować.
  • Klient zostanie obsłużony, nie będzie musiał tracić czasu na szukanie innego wykonawcy.

Proste, skuteczne i naprawdę opłacalne – szczególnie w dłuższej perspektywie. Nie warto myśleć płytkimi kategoriami, że przekazując klienta daję zarobić konkurencji. Dziś zarobi ona, jutro Ty – w przyrodzie (i w biznesie) nic nie ginie.

Przekazywanie sobie klientów w obrębie jednej grupy

Wspomniany model jest jeszcze skuteczniejszy, jeśli współpracujące firmy działają w ramach jednej grupy, pod wspólnym szyldem. Posłużymy się przykładem Grupy Soluma. Mamy w niej agencję reklamową, która specjalizuje się w tworzeniu stron internetowych. Jak wiadomo na stronę są też potrzebne teksty. Agencja mogłaby napisać je samodzielnie, stracić na to dużo czasu i ryzykować, że klient zgłosi sporo poprawek.

Zamiast tego przekazuje to zlecenie innej marce z grupy, która jest ekspertem w zakresie dostarczania treści na strony internetowe. Powstają świetne teksty, klient jest zadowolony, wszyscy zarobili. W przyszłości marka od tekstów może otrzymać zapytanie dotyczące stworzenia strony lub bloga dla swojego klienta. Co zrobi? Oczywiście przekaże klienta agencji reklamowej.

Zamiast niezdrowej rywalizacji jest więc współpraca, której celem jest obsłużenie klienta na najwyższym poziomie. Nie ma przecież firm, które znają się na wszystkim, a jeśli udają, że tak jest, to prędzej czy później dojdzie do jakościowej wpadki. Znacznie korzystniej jest więc skupić się na swoich kompetencjach, a zlecenia, które poza nie wykraczają, przekazać partnerom biznesowym. Ci kiedyś zrobią to samo.

Autor wpisu: Soluma Group, Grzegorz Wiśniewski

Wszystkie działy