Trzy najgorsze kategorie klientów, których powinieneś unikać jak ognia

Data wpisu: 06.02.2019

Cytując reklamę jednego z banków: „Firma bez klientów, to nie firma.” Święte słowa, choć nie ma w tym nic odkrywczego. Klienci są ważni, bo przynoszą do Twojego biznesu pieniądze, a to pozwala Ci się dalej rozwijać, zatrudniać kolejnych pracowników, realizować ambitne cele. W tym kontekście nasza rada, że niektórych klientów powinno się za wszelką cenę unikać, brzmi niczym herezja. Uwierz jednak, że to szczera prawda. Trzy kategorie klientów, z jakimi prawdopodobnie spotkasz się w swoim biznesowym życiu, są szczególnie problematyczne. Pora je przedstawić.

Rodzina

Oj tak, praca dla rodziny jest koszmarem i obyś nie musiał się nigdy o tym przekonać. Teoretycznie układ jest świetny, bo rodzina powinna być bardziej wyrozumiała, ale to niestety tak nie działa. Gdy przyjmiesz zlecenie od bliskiej osoby, to podświadomie zaczniesz się nieźle spinać. Będziesz chciał pokazać się z jak najlepszej strony, co oczywiście wydłuży czas realizacji i spowoduje, że inni klienci zejdą na dalszy plan.

Kolejnym problemem związanym z obsługiwaniem członków rodziny jest to, że przecież z najbliższych nie wypada zedrzeć. Mało tego: może się zdarzyć, że taki wujek czy kuzyn da Ci do zrozumienia, że w ogóle nie wypada Ci brać od niego pieniędzy, co już zakrawa na absurd.

Ponadto zawsze musisz brać pod uwagę wariant, w którym to, co zrobisz czy dostarczysz, nie spodoba się bliskiej osobie. Taka sytuacja jest wyjątkowo niezręczna, a w skrajnym przypadku może nawet skutkować rodzinnym konfliktem.

Znajomi

Wśród przedsiębiorców od lat krąży taka zabawna anegdota: cena usługi wynosi 50 złotych, dla stałych klientów rabat 20%, dla rodziny i znajomych dopłata 100%. Nie wzięła się z przypadku. Znajomi czy przyjaciele to niestety niewdzięczna grupa klientów. Nie chodzi tutaj o to, że są przesadnie wymagający czy kapryśni. Największy problem stanowi wycenienie usługi.

Wyobraź sobie taką sytuację. Przychodzi do Ciebie dobry kolega i prosi, żebyś np. naprawił mu samochód. Proponuje, że zapłaci Ci za tę usługę o 20% więcej, niż bierzesz normalnie. Dziwne, prawda? Znacznie bardziej prawdopodobne jest to, że kolega z miejsca poprosi o 20% rabatu, no bo przecież dla znajomych można robić po kosztach. A kto tak powiedział? Czy jest to zapisane w jakiejś ustawie?

Fajnie mieć znajomych i przyjaciół w życiu prywatnym, ale w biznesie lepiej ich unikać. Nie dość, że zawsze oczekują rabatu (czasami na absurdalnym poziomie), to jeszcze potrafią nieźle wydziwiać i naciskać na obsłużenie ich poza kolejką. Naprawdę szkoda nerwów.

Dorobkiewicze

Bywają też nazywani „Januszami biznesu”. Szybko dorobili się dużych pieniędzy, bo albo im się poszczęściło, albo potrafili wykorzystać nadarzające się okazje. Mniejsza o to. Takich klientów warto unikać, ponieważ mają tendencję do traktowania innych z góry, kwestionują zasady obowiązujące w innych firmach, wszystko wiedzą najlepiej, a także osiągnęli mistrzostwo w sztuce gubienia faktur zakupowych. Dorobkiewicza łatwo poznasz po tym, że próbuje kwestionować Twoje kompetencje, wymusza obniżenie ceny (bo przecież jest dziesięć innych firm chętnych do przejęcia tego zlecenia) i oczekuje Twojej dyspozycyjności wtedy, kiedy mu to pasuje (np. w środku nocy).

Praca na rzecz tych grup klientów potrafi nieźle dać w kość, dlatego w miarę możliwości staraj się unikać takich zleceń. Spokojnie, znajdą się inni.

 

Autor wpisu: Soluma Group, Grzegorz Wiśniewski

Wszystkie działy